Lubań zrezygnował z unijnych pieniędzy na dokończenie budowy kanalizacji. - Bo to się nie opłaca. Gdybyśmy wzięli pieniądze z Unii, to koszt inwestycji byłby większy - wyjaśnia Eugeniusz Kończyk, prezes Przedsiębiorstwa ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Lubań zrezygnował z unijnych pieniędzy na dokończenie budowy kanalizacji. - Bo to się nie opłaca. Gdybyśmy wzięli pieniądze z Unii, to koszt inwestycji byłby większy - wyjaśnia Eugeniusz Kończyk, prezes Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Lubaniu.
Gmina Bolesławiec skanalizowała 26 miejscowości za własne pieniądze. I tylko raz wzięła dotację z Unii. Inwestycja do dziś nie jest rozliczona, choć zakończyła się przed dwoma laty.



W gminie Prochowice skanalizowano miejscowości i udało się to bez udziału pieniędzy unijnych, ale z dotacjami i pożyczkami z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. - Widziałam, jak mozolne jest tempo prac przy użyciu pieniędzy z Unii - wyjaśnia Beata Taczyńska-Pietruś, wiceburmistrz Prochowic.
- Projekty współfinansowane przez Unię są obwarowanego wieloma obostrzeniami i to może zniechęcać samorządy - przyznaje dr Dorota Kwiatkowska-Ciotucha z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.
Przed każdą inwestycją trzeba sporządzić dodatkowe dokumenty, przejść skomplikowane procedury, wreszcie zatrudnić kilka wysoko opłacanych, dodatkowych osób (m.in. inżynierów kontraktu). Poza tym gmina musi mieć tzw. wkład własny, czyli zapewnione w budżecie pieniądze, a z tym jest czasem kłopot.

- Takie zasady narzucają przepisy Unii Europejskiej - mówi Radosław Antoszek z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego.
Ale poseł Janusz Mikulicz (PO) z Kunic zapowiada, że Sejm będzie upraszczał procedury, np. przetargowe. Jednak najpierw te dotyczące wielkich inwestycji (m.in. dróg i obwodnic miast). Wcześniej, jako wójt Kunic, Mikulicz zbudował kanalizację dla całej gminy - bez środków unijnych.


_cieki_2c.jpg
infografika: maciej dudzik

Samorządy coraz częściej rezygnują z pieniędzy Unii Europejskiej na budowę kanalizacji w swoich miastach i gminach. Powodem są biurokratyczne przepisy, które nie dość, że podrażają inwestycję nawet o 40 procent, to jeszcze przedłużają ją o kilka miesięcy.
- Prawie całą gminę skanalizowaliśmy bez unijnych pieniędzy. Poszło sprawnie i nasz budżet wytrzymał - mówi Romuald Ochyra z Urzędu Gminy w Bolesławcu.

Ostatni etap prac, w którym skanalizowano trzy wsie, kosztował prawie 12 mln zł. Roboty trwały półtora roku i zostały zakończone przed terminem. W przypadku współfinansowania przez Unię nie byłoby to możliwe tak szybko, bowiem wszystko wydłużają skomplikowane procedury. Gmina do dziś nie może rozliczyć jednej z inwestycji za pieniądze z Unii, choć prace zakończyły się dwa lata temu, a trwały aż sześć lat. Widząc to, sąsiedni Lubań też zrezygnował z pieniędzy unijnych i buduje sieć kanalizacyjną za własne środki (22 mln zł).
- Na początku myśleliśmy o unijnym wsparciu, jednak po przeliczeniu okazało się, że to się nam nie opłaci - mówi Eugeniusz Kończyk, prezes Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Lubaniu.
Co prawda, Unia pokryłaby ok. 40 procent kosztów inwestycji, jednak całą tę kwotę pochłonęłyby... dodatkowe koszty, związane właśnie z dotacją. Mało tego. Wyliczono, że koszty te wyniosłyby aż 47 procent. - Na przykład musielibyśmy na czas inwestycji, która potrwa nawet cztery lata, zatrudnić dodatkowo co najmniej sześć osób do nadzoru, zapłacić podatek od dotacji i jeszcze o ponad 100 procent podnieść opłaty za odbiór ścieków - wylicza prezes Kończyk.

Również radni na sesji przyznali, że z unijnego wsparcia w tej sytuacji nie opłaca się korzystać. Po zakończeniu całej inwestycji cena m sześc. ścieków będzie wynosić w Lubaniu 7 zł. A gdyby miasto wzięło pieniądze z Unii, to skoczyłaby aż do 18 zł. Różnicę pewnie musiałby dopłacić budżet miasta, bo mieszkańcy nie wytrzymaliby tak dużej podwyżki.
Tam bowiem, gdzie samorządy nie rezygnują z unijnych pieniędzy, odprowadzanie ścieków będzie droższe. Jeśli nie zostaną podniesione ceny dla mieszkańców, to budżet miast lub gminy będzie musiał dopłacać różnicę.

- W ubiegłym roku musieliśmy podnieść opłatę za odbiór ścieków o 30 procent - przyznaje Stefan Ewangielu, przewodniczący zarządu Wałbrzyskiego Związku Wodociągów i Kanalizacji. Od trzech lat trwa budowa kanalizacji Wałbrzycha i sześciu okolicznych gmin. Prace skończą się w tym roku i pochłoną 83 mln euro, z czego Unia sfinansuje prawie połowę.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!