fot fot

fot. Fot. Piotr Krzyżanowski)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Dziewięć lat posuchy. Tyle czasu nie zdołali wygrać niebiescy z Zagłębiem w rozgrywkach ligowych. W ostatnim pojedynku na szczeblu ekstraklasy - wiosną 2008 roku miedziowi pokonali chorzowian 2:1.

Dziewięć lat posuchy. Tyle czasu nie zdołali wygrać niebiescy z Zagłębiem w rozgrywkach ligowych.
W ostatnim pojedynku na szczeblu ekstraklasy - wiosną 2008 roku miedziowi pokonali chorzowian 2:1.
Liga sobie, puchary sobie. Krajowe, rzecz jasna.



Wiosną 2009 roku, kiedy za sterem panował Robert Jończyk skończyło się na 0:3 i 1:2. A trener Jończyk zapisał się na czarnych kartach historii stwierdzeniem "Priorytetem jest liga", które piłkarze do serca wzięli sobie dosłownie.
Trener nie szczędzi zawodnikom cierpkich słów za porażki. Piłkarze skarżyli się, że takie rzeczy powinno się zostawiać w czterech murach szatni.
- Możliwe, że cała historia skończy się zmianami w składzie - zapowiadał szkoleniowiec.
No i w pierwszym składzie miast Przemysława Kocota, na którym suchej nitki nie zostawiono po ostatnich błędach pojawił się 20-letni Bartosz Rymaniak. Na ławce inni z zaciągu Młodej Ekstraklasy - Daniel Chyła, Adrian Błąd i Kamil Jackiewicz. Tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Rezerwa musiała być w stanie gotowości, bo sypnęło kontuzjami.

Piłkarze wybiegli na boisko, a w tle leciał ostatnio wielce popularny lubiński szlagier - "Dość polityki, Zagłębie, dość polityki", a na trybunach zasiadł popularny ostatnio VIP - dyrektor zarządzający Dariusz Machiński. I skandy rozległy się złowieszcze. Skąd my to znamy?!

Wiało nudą aż do 20 minuty. Wtedy nadszedł rzut rożny. Piłka poszła w pole karne. A nieustępliwy Piotr Świerczewski posiłkował się łokciem, by powstrzymać Macieja Scherfchena. W polu karnym, a jakżeby inaczej. Japoński rozjemca Kenji Ogiya nie wahał się ani sekundy i wskazał na wapno. Tomasz Brzyski pewnie wykorzystał ten prezent.

I znowu można było uciąć sobie drzemkę. W 28 minucie trener Andrzej Lesiak zaskoczył. Zdjął Łukasza Hanzela i wprowadził Dariusza Jackiewicza. Młody pomocnik schodząc cisnął koszulkę na ławkę rezerwowych.

Ofensywny błysk Zagłębia? Na sekundy przed końcem pierwszej odsłony Dinis uderzył z 25 metrów miękko pod poprzeczkę, Krzysztof Pilarz wyciągnął się jak struna i wybił piłkę nad bramkę.
W drugiej odsłonie słońce zaświeciło. Ruszającego do kontry Dawida Caiado potężnym barkiem zmiótł Maciej Sadlok. Dostał drugą żółtą kartkę. Zagłębie uzyskało optyczną przewagę. 54 minuta. Zagłębie miało przewagę tylko optyczną. Grało na stojąco, ruchu było jak na lekarstwo. A życie pokazało, że warto czasem wrzucić piąty bieg.

W 73 minucie wychodzącego sam na sam z Pilarzem nieprzepisowo powstrzymał Rafał Grodzicki. Tuż szesnastkę Dinis uderzył z wolnego Bogu w okno.
Pięć minut później bramka dla lubinian... ze spalonego. Płasko uderzył Stasiak, piłkę trącił będący na spalonym Micanski. Zarzekał się, że nic z tych rzeczy. A że arbiter nie znosi sprzeciwu, to poczęstował go drugą żółtą kartką. I jedynego snajpera na placu nie było.

- Mam nieodparte wrażenie, że kogo bym nie wstawił do składu, to i tak przegramy - skwitował porażkę trener Andrzej Lesiak.
Bohater meczu był jeden - japoński sędzia. Kartkował jak najęty. Co nie zmienia faktu, że widać w Zagłębiu duży progres. Z 0:4 i 1:4 na 0:1. Czyż to nie piękne?

Podczas meczu sędzia trzy razy pokazał czerwoną kartkę.
W 55 minucie czerwoną kartkę otrzymał Maciej Sadlok, kolejną w 74 minucie - Rafał Grodzicki.
Ostatnią - w 79 minucie zobaczył Micanski.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!