Są jeszcze tematy tabu Z Kingą Wołoszyn-Świerk, wrocławską dziennikarką przygotowującą film dokumentalny o byłych więźniarkach obozu koncentracyjnego, rozmawia Hanna Wieczorek Ile ma Pani lat? Trzydzieści.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Są jeszcze tematy tabu
Z Kingą Wołoszyn-Świerk, wrocławską dziennikarką przygotowującą film dokumentalny o byłych więźniarkach obozu koncentracyjnego, rozmawia Hanna Wieczorek

Ile ma Pani lat?
Trzydzieści.

Robi Pani film o obozie koncentracyjnym w Auschwitz-Birkenau. Dlaczego?
Powodów było kilka. Po pierwsze, od wielu lat zajmuję się tematami dotyczącymi relacji między Polakami i Niemcami. Pracowałam przy programie "Kowalski i Schmidt", byłam na wielu stypendiach w Niemczech. Im lepiej poznawałam Niemcy, tym lepiej poznawałam historię i trudności we wzajemnym zrozumieniu.

Film o więźniarkach z Auschwitz-Birkenau pomoże przełamać te trudności?
To nie będzie wyłącznie film o kobietach więźniarkach. Będzie także opowiadał o młodych kobietach, mniej więcej w moim wieku, które założyły nieformalną grupę kobiet z Auschwitz, należą do Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem. Wymieniają się swoimi doświadczeniami na forum, opisują tam, z kim się spotkały, co udało im się odkryć. Jedna zajmuje się orkiestrą kobiecą, inna macierzyństwem więźniarek. Zaciekawiło mnie, dlaczego moje rówieśniczki badają tę historię. Jedna z nich robi wstrząsające zdjęcia, które pokazują, jak ona widzi obóz. Inna, mieszkająca niedaleko Oświęcimia, zaczęła się interesować macierzyństwem więźniarek, kiedy sama została mamą. Chcę pokazać los więźniarek poprzez pryzmat tych młodych kobiet.

To są wrocławianki?
Tylko jedna. Wśród nich jest także Franka - Niemka. Mam nadzieję, że cztery z nich - dwie Agnieszki, Agata i Franka - pokażą się w filmie. Ich historie będą przeplatały się ze wspomnieniami pań, które przeżyły ten obóz.

Czy o obozach koncentracyjnych można powiedzieć coś, o czym nie wiemy?
Chcę poruszyć tematy tabu, o których się do tej pory nie mówiło. Wiedziała pani, że w obozach koncentracyjnych były domy publiczne? Niemcy doszli do wniosku, że robotnicy będą wydajniej pracowali, jeżeli zastosuje się system zachęt, który można streścić: kobiety, jedzenie i namiastka wolności. Pomysł systemu bonusów wyszedł od zarządu IG Farben - jego dziedzicami są m.in. firmy Agfa, BASF - i wpisywał się w cały system domów publicznych, które powstały w Niemczech i na terenach okupowanych przez Niemców, a przeznaczone były dla żołnierzy Wehrmachtu, esesmanów i robotników przymusowych.

Jak wybierano kobiety, które trafiały do domu publicznego w Auschwitz?
To były przede wszystkim ochotniczki. Bo praca w komando Puff, jak prześmiewczo nazywano dom publiczny, wiązała się z przywilejami - ubraniami z "Kanady", czyli magazynów rzeczy odebranych więźniom na rampie, mogły się malować, myły się, były pod opieką lekarza. I dostawały wyżywienie według norm esesmańskich: mówiono na to "kurwia zupa". Jedna z byłych więźniarek wspomina, że blokowa szukająca chętnych do pracy w Puffie powiedziała, że w tym domu publicznym obsługuje się 20 mężczyzn dziennie.

To był dom publiczny tylko dla więźniów?
Tak. Również w Puffie prowadzono politykę segregacji rasowej. Więźniarki Niemki były przeznaczone dla więźniów Niemców, Polki - dla Polaków.

Gdzie się mieścił Puff?
W Auschwitz 1 dom publiczny został założony w bloku kancelarii SS - w bloku nr 24. To pierwszy blok, tuż za bramą z napisem "Arbeit macht frei". Na dole była kancelaria SS, na górze dom publiczny.
Wspomniała Pani o orkiestrze kobiecej w KL Auschwitz-Birkenau. Nic o niej nie wiedziałam.
Orkiestra kobieca, podobnie jak męska, grała w czasie, kiedy kobiety szły do pracy. I jak się okazuje, inaczej grano marsze dla kobiet, a zupełnie inaczej dla mężczyzn. W obozowej orkiestrze grała światowej sławy wiolonczelistka - Anita Lasker, Żydówka z Wrocławia. Pani Lasker i jej siostra przeżyły obóz.

A co Panią najbardziej interesuje?
Dla mnie bardzo ważna jest sprawa higieny. My właściwie nie wyobrażamy sobie, w jakich warunkach żyły więźniarki. W obozie nie było wody, więc nie można się było myć. Jedynie raz w miesiącu kobiety przechodziły odwszawianie. Jak to wyglądało? Zabierano im pasiaki, majtki, koszule i derki, pod którymi spały. Wszystko moczono w płynach odkażających, a kobiety po kąpieli pod prysznicem nago maszerowały na blok. Następnego dnia nie szły do pracy, bo nie było jeszcze ubrań. Jednak musiały nago iść na apele. I wystawały tam tak wiele godzin, niejednokrotnie dwa dni. Latryn było mało i zostały zbudowane daleko od baraków. Kiedy panowały straszliwe, śmiertelne biegunki, więźniarki nie były w stanie dobiec do latryn. A menstruacja... Więźniarkom dodawano do jedzenia środki, które ją powstrzymywały. Poza tym wygłodzenie, wyniszczenie organizmu powodowało, że te kobiety, które były w obozie kilka miesięcy, nie miały okresu. Ale te, które dopiero uwięziono... I jak sobie z tym radziły - nie miały przecież żadnych środków higienicznych…

Byłe więźniarki chcą opowiadać o swoich przeżyciach?
Tak. Wiele z nich przez długie lata nie potrafiło mówić o swoich przeżyciach, miały blokadę, chciały zapomnieć, normalnie żyć. Teraz, na starość, zaczynają rozmawiać o życiu w obozach koncentracyjnych. Niektóre nawet są zapraszane do Niemiec na różne spotkania. Jedna z byłych więźniarek powiedziała mi, że cieszy się, kiedy młodzież zadaje pytania, nawet drastyczne, bo to znaczy, że młodzi ludzie naprawdę są zainteresowani.

Czytaj także

    Komentarze (2)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!