Polonia Warszawa - Śląsk Wrocław 3:2 To, co zrobili piłkarze Śląska na Konwiktorskiej, było sztuką przez duże S. Na kwadrans przed końcem był jeszcze remis 1:1.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Polonia Warszawa - Śląsk Wrocław 3:2

To, co zrobili piłkarze Śląska na Konwiktorskiej, było sztuką przez duże S. Na kwadrans przed końcem był jeszcze remis 1:1. W tym momencie na kolejną indywidualną akcję zdecydował sie Marek Gancarczyk, najgroźniejszy piłkarz Śląska w niedzielę. Przy próbie minięcia Mariusza Zasady został powalony na ziemię i sędzia podyktował rzut karny. Pewnym egekutorem okazał się Sebastian Dudek. Śląsk prowadził 2:1 i wydawało się, że już nie może przegrać tego meczu.


Wrocławianie starali się zwalniać grę i chociaż nadal atakowali, to myśleli bardziej o utrzymaniu wyniku niż strzelaniu kolejnych goli.

Polonia natomiast postawiła wszystko na jedną kartę i nie mając nic do stracenia, rzuciła się do ataku. Ich akcje ofensywne sprowadzały się jednak praktycznie tylko do jednego - wrzucania piłki w pole karne Śląska i liczenia, że coś z tego będzie. Kilka razy mocno zakotłowało się pod bramką Ivo Vazgecia, ale nic więcej.

Kibice zaczęli już opuszczać stadion i zastanawiać się, czy dzisiaj, czy dopiero jutro trener Grembocki zostanie zwolniony. Wtedy jednak Polonia wywalczyła na 30 metrze rzut wolny.
Po dośrodkowaniu Mariusz Pawelec tak niefortunnie główkował, że wyłożył piłkę Marcelo, który technicznym strzałem nie dał szans Vazgeciowi. Zawodnicy Śląska złapali się za głowy. Ale na tym ich dramat się nie skończył.

Wrocławianie szybko wznowili grę od środka i rzucili się do ataku. Tak jak gdyby przegrywali i musieli gonić wynik. Być może to był błąd i trzeba było już spokojnie dograć do końcowego gwizdka. Chwilę później pod polem karnym Śląsk stracił piłkę i gospodarze wyprowadzili kontratak. Piotr Celeban dał się ograć na prawym skrzydle Milanowi Nikolićovi. Napastnik Polonii natychmiast wrzucił piłkę w pole karne, gdzie zupełnie niepilnowany Daniel Gołębiewski posłał piłkę do siatki. Szał radości na trybunach i ławce rezerwowych gospodarzy i rozpacz w szeregach Śląsk. Kilka chwil później sędzia gwizdnął po raz ostatni i podopieczni Ryszarda Tarasiewicza zrozpaczeni padli na murawę. Dokonali w niedzielę rzeczy niebywałej - przegrali mecz, który mieli już wygrany.

W przekroju całego meczu Śląsk na pewno nie był zespołem słabszym, aby nie powiedzieć lepszym. Asysta Antoniego Łukasiewicza przy pierwszym golu, kiedy podawał z własnej połowy do wychodzącego na czystą pozycję Marka Gancarczyka, była najwyższej klasy. Wcześniej z rzutu wolnego w słupek trafił Amir Spahić, a już w drugiej połowie w poprzeczkę niezwykle aktywny Marek Gancarczyk. Śląsk powinien ten mecz wygrać, a już na pewno nie powinien go przegrać.

Zawiodła jednak najsilniejsza, jak się wydawało do tej pory, broń wrocławian, czyli gra w defensywie. Właściwie to nie Polonia strzelała gole Śląskowi, ale Śląsk sam sobie.
Przy pierwszym trafieniu dla gospodarzy Filipowi Ivanowskiemu piłkę wyłożył bezbłędny do tej pory Łukasiewicz. Defensywny pomocnik Śląska chciał zagrać do Spahicia, a może do własnego bramkarza, ale podał do rywala, który w sytuacji sam na sam ze Spahiciem nie miał problemu z posłaniem piłki do siatki. Później była fatalna główka Pawelca i na sam koniec gapiostwo obrońców, które kosztowało wrocławski zespół trzy punkty.

Niestety, niedzielny mecz pokazał, że Śląsk musi w tym okienku transferowym wzmocnić kadrę, albo liczyć na szybki powrót do zdrowia Sebastiana Mili, Dariusza Sztylki, Vuka Sotirovicia oraz Jarosława Fojuta. Przy stanie 2:1, kiedy do końca pozostawały minuty, prosiło się o zmiany. Na ławce nie było jednak ani jednego piłkarza, który mógłby wejść na boisko, przytrzymać piłkę i uspokoić grę. Była sama młodzież plus Patryk Klofik, który cały czas nie może do siebie przekonać Tarasiewicza.


Piłkarz meczu: Marek Gancarczyk
Gol, asysta i jeszcze dwie dogodne okazje do zdobycia gola, to chyba wystarczający powód, aby uznać go za najlepszego piłkarza meczu. Szkoda, że zamiast do siatki trafił w poprzeczkę, bo wówczas Śląsk już na pewno by nie przegrał.

Rozczarowanie meczu Obrona Śląska
To nie Polonia Warszawa strzelała bramki Ivo Vazgeciowi, ale jego partnerzy odpowiedzialni za destrukcję. Przy pierwszym golu asystę zaliczył Antoni Łukasiewicz, przy drugim Mariusz Pawelec, a przy trzecim fatalnie rywala pilnował Amir Spahić. Rozłożyło się więc równo - na wszystkich piłkarzy odpowiedzialnych za grę obronną Śląska. A wydawało się, że przynajmniej w obronie będzie dobrze.

Oceniamy piłkarzy Śląska Wrocław

12. Ivo Vazgeć 5
2. Krzysztof Wołczek 5
3. Piotr Celeban 5
4. Amir Spahić 5
17. Mariusz Pawelec 5
9. Marek Gancarczyk 8
22. Antoni Łukasiewicz 5
14. Krzysztof Ulatowski 6
7. Sebastian Dudek 7
18. Janusz Gancarczyk 5
6. Tomasz Szewczuk 6
31. Kamil Biliński -

Piłkarzy oceniamy w skali od 1 do 10, gdzie 10 jest najwyższą oceną. Znak (-) oznacza, że zawodnik nie został oceniony ze względu na zbyt krótki czas gry.



Bramki: Ivanovski 47, Marcelo 90, Gołębiewski 90 - M. Gancarczyk 37, Dudek 76
Widzów: 2500.

Sędziował: Paweł Gil.

POLONIA:
Przyrowski - Mynar, Jodłowiec, Dziewicki, Zasada - Mierzejewski (71. Kosmalski), Kozioł I, Marcelo, Trałka (46. Nikolić), Lato - Ivanowski (75. Gołębiewski).

ŚLĄSK: Vazgeć - Wołczek, CelebanI, Spahić, Pawelec - M. Gancarczyk, Łukasiewicz, Ulatowski, Dudek, J. Gancarczyk I(89. Biliński) - Szewczuk I.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!